Galapagos perła Pacyfiku

Galapagos perła Pacyfiku

Kiedyś mój przyjaciel powiedział mi, że jak nie wyruszę w podróż, to przygoda mnie nie spotka. Od tamtej rozmowy upłynęło mnóstwo czasu, a ja odwiedzałam wiele pięknych miejsc na świecie, a każde z nich wyjątkowe i niepowtarzalne. Jest jednak taki zakątek na ziemi, który w sposób szczególny wpłynął, na mnie i na to jak teraz postrzegam świat. To miejsce nazywam doskonałym, Świętym Gralem, dziełem sztuki, białym krukiem…. to miejsce to Wyspy Galapagos należące do Ekwadoru.

Dzień dobry Państwu, mówi ponownie kapitan, bardzo proszę o zapięcie pasów bezpieczeństwa, za dwadzieścia minut lądujemy na lotnisku San Cristobal…. temperatura powietrza wynosi 25C, zachmurzenie lekkie i mamy ładną pogodę do lądowania.

Na Galapagos lądujemy wczesnym popołudniem, odbieramy bagaże i kierujemy się do bramek, gdzie pracownicy lotniska prześwietlą nasze bagaże. Na terytorium Galapagos nie można wwieść żadnych produktów organicznych takich jak owoce czy nasiona. Mogłoby to negatywnie wpłynąć na florę tego rejonu świata.
Na lotnisku czeka na nas Michael, menadżer łodzi, którą popłyniemy w siedmiodniowy rejs po Galapagos. Wsiadamy do busa i jedziemy do portu , oddalonego zaledwie 5 minut drogi od lotniska. W porcie czeka na nas nie tylko piękna łódź, ale coś czego zupełnie się nie spodziewaliśmy, prawdziwa niespodzianka…. na skałach i na piasku wylegują się lwy morskie, iguany i foki. Obecność człowieka zupełnie im nie przeszkadza, bawią się, karmią młode, pływają, a wszystko to na wyciągnięcie ręki. Piękny początek naszej wyprawy.

Wsiadamy na łódź zacumowaną w porcie, obsługa uwija się jak w ukropie, wszystkie bagaże są już na miejscu, ułożone na dolnym pokładzie. Pijemy powitalny koktajl owocowy i zapoznajemy się z procedurami panującymi na łodzi. Przemawia Michael, po kolei przedstawia załogę i przewodników nurkowania. Uprzedza nas, że podczas naszego rejsu nie będzie dostępu do internetu, ani zasięgu GSM…. jeżeli chcemy wysłać do kogoś wiadomość sms lub zadzwonić to jest to ostatni moment, aby to zrobić. Wypełniamy niezbędne dokumenty, a kiedy formalnościom staje się zadość, idziemy rozpakować bagaże, przełożyć sprzęt nurkowy do specjalnych skrzynek, żeby puste walizki załoga mogła schować pod pokład. Po lunchu nurkujemy, to będzie krótki check dive, który pozwoli nam sprawdzić sprzęt i dobrać odpowiednią ilość balastu do suchych skafandrów, które zabraliśmy ze sobą. Temperatura wody na Galapagos waha się pomiędzy 18C a 24C w zależności od miejsca nurkowego. Suchy skafander plus bielizna termiczna to świetne rozwiązanie.

Po krótkiej poobiedniej sjeście dzielimy się na dwie grupy, na grupę „Rekinów Wielorybich” i „Rekinów Młotów”, ale kiedy Michael zadał pytanie – kto z was chce być młotem? – wszyscy wybuchnęli śmiechem i nikt się nie zgłosił… ostatecznie zmieniliśmy nazwę grupy na „Delfiny”.

Każda grupa ma swojego zodiaka i kapitana, który zawsze służy pomocą…. wraz z przewodnikiem nurkowym wsiadamy na ponton i płyniemy do pierwszego miejsca nurkowego. Zatrzymujemy się przy niewielkiej wyspie, na której rośnie jedno ogromne drzewo, pod którymi wylegują się lwy morskie i foki. Wskakujemy do wody, a po chwili zanurzamy się na kilka metrów. Ssaki, które do tej pory odpoczywały na powierzchni, również postanowiły popływać. Nurkujemy w towarzystwie fok i lwów morskich, to fascynujące przeżycie i niewiarygodne doświadczenie. Zarówno foki jak i lwy morskie choć nieporadne na powierzchni są niezwykle zwinne i szybkie pod wodą. Są również bardzo ciekawe ludzi i lubią się bawić. Dlatego nie odpływają, tylko krążą przed nami, robią salta i swoje popisy. To kolejna niespodzianka w tak krótkim czasie, którą przygotowała dla nas natura.

Na łódź wracamy późnym popołudnie, słońce chyli się ku zachodowi. Przed nami jeszcze briefing i pyszna kolacja. Na białej tablicy, Michael rozpisał plan jutrzejszego dnia, w którym znalazła się również wycieczka lądowa. Pobudka o godzinie 6:00, mała przekąska, briefing i o 6:40 wskakujemy do wody…. dostajemy również nadajniki GPS i bojki to na wypadek, jakby porwał nas silny prąd. Wody okalające Wolfa i Darwina są niezwykle bogate w oceaniczne życie, ale i w niezwykle silne prądy morskie, które potrafią porwać nurka w głąb oceanu. Wówczas, aby zlokalizować taką osobę, przy wysokich falach na powierzchni, niezbędny jest lokalizator GPS. Michael bardzo szczegółowo objaśnia nam zasadę działania nadajnika, oraz pokazuje, jak go uruchomić kiedy zajdzie taka potrzeba.

Od kilku godzin płyniemy w stronę zachodzącego słońca. Widok jest kapitalny. Jutro rano dotrzemy do wyspy Wolf, która swoją nazwę zawdzięcza niemieckiemu geologowi i badaczowi Teodorowi Wolfowi. W 1978 roku archipelag został wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Wyspa położona jest na północny zachód od głównych wysp archipelagu. To istny raj dla ptaków morskich, które w sposób niezwykły przystosowały się do panującego tu klimatu. Doskonałym przykładem jest zięb Darwina, który wykształcił niezwykłe nawyki żywieniowe, żywi się głównie krwią i jajami innych ptaków, zwłaszcza głuptaka galapagoskiego. Przyczyny takiego zachowania dopatrywać się można w bardzo suchym i surowym klimacie, który tu panuje.

Nad ranem docieramy do wyspy Wolf. Po wyłączeniu silników, nastaje błoga cisza, słychać tylko odgłosy ptaków i szum fal rozbijających się o skały. Wstajemy punktualnie o 6:00. Klimat panujący na wyspie o poranku jest mroczny i tajemniczy, mgła spowija skały.

Na ten moment czekaliśmy od dłuższego czasu, pierwsze zanurzenie u wybrzeża wyspy Wolf. Wskakujemy do wody z ujemną pływalnością i natychmiast zanurzamy się na głębokość 20 metrów. Płyniemy wzdłuż skalnej ściany. To co po chwali ukazuje się naszym oczom jest niewiarygodne. Stada rekinów młotów wyłaniają się z toni, płyną jeden za drugim w zwartym szyku. Prąd się nasila, chwytamy się skał i czekamy, obserwując to co dzieje się dookoła nas. Dołączają olbrzymie orlenie, żółwie, niekończące się ławice ryb. Pojawiają się tuńczyki i barakudy. Patrzymy jak zahipnotyzowani i podziwiamy bogactwo Oceanu Spokojnego. Żaden opis, który wcześniej czytałam dotyczący tego miejsca nie był przesadzony. Po 50 minutach wracamy na łódź, podekscytowani i szczęśliwi. Przed nami jeszcze dwa nurkowania tego dnia w tym miejscu i wycieczka lądowa.

Po obiedzie odwiedzamy drugą co do wielkości wyspę archipelagu, Santa Cruz. Na brzeg wchodzimy po skałach, na których aż roi się od czerwonych krabów rożnej wielkości. Ziemia w tej części wyspy jest bardzo sucha i pomarańczowa. Gdzieniegdzie rosną niskie drzewa o jasnej korze – palo santo i opuncje, które są odporne na wysokie temperatury, które tu panują. Te ostatnie cieszą się ogromną popularnością wśród legwanów galapagoskich. Ten masywny pomarańczowo szary gad, żywi się wyłącznie roślinami oraz kaktusami, które pożera wraz z kolcami. Na skałach i na piasku wylegują się olbrzymie lwy morskie, karmią młode i odpoczywają. Obecność człowieka zupełnie im nie przeszkadza. Santa Cruz jest wymarzonym miejscem dla fotografów, badaczy i ornitologów. Możemy w nieograniczony sposób obserwować ssaki, gady i ptaki w ich naturalnym środowisku. Nie znajdziemy tu klatek, ogrodzeń, ani żadnych ograniczeń, jest za to wolność w czystej postaci, tak piękna i czysta, że, aż poruszająca…

Kilku dniowa uchatka przywołuje matkę, charakterystycznym dla siebie wołaniem. Niezdarnie porusza się po piasku,potyka się, przewraca. Matka wybrała się na polowanie, musi zadbać o pokarm dla siebie i dla malca. W tym celu nurkuje w oceanie, jej opływowy i wydłużony kształt ciała sprawia, że świetnie i zwinnie porusza się pod wodą. Głównie poluje na ryby, ale nie pogardzi też kałamarnicami i krylem. Nie zawsze wszystkie uchatki,lwy morskie czy foki wracają na brzeg, niektóre padają łupem rekinów, które żerują u wybrzeży wyspy w poszukiwaniu pożywienia. Na ciemnych skałach, wygrzewają się morskie legwany. Można je spotkać na Galapagos w różnych miejscach, ale zawsze odpoczywają blisko wody. Nurkują w oceanie, aby zdobyć pożywienie. Ich dieta jest bardzo prosta, żywią się głównie glonami morskimi, które odrywają od skał i szybko połykają. Nurkowanie z legwanami morskimi to prawdziwa gratka dla nurków, spełnienie marzeń.
Na wyspie mieszkają i rozmnażają się liczne gatunki ptaków, ale jeden z nich w sposób szczególny wyróżnia się na tle innych mieszkańców wyspy, to głuptak niebieskonogi. Czy los chciał z niego zakpić malując jego „stopy” na kolor niebieski? Myślę, że chciał sprawić, aby świat stał się jeszcze piękniejszy i dlatego stworzył głuptaka. Nazywa się dość przekornie ponieważ w rzeczywistości to mądry i rezolutny ptak. Swą niefortunna nazwę zawdzięcza swojej „naiwności”, nie wykazywał żadnego lęku przed człowiekiem i można go było łatwo schwytać.
Nie mogę też pominąć fregaty wielkiej, jednego z największych ptaków występujących na wyspie, który w sposób szczególny przygotowuje się do godów. Samiec fregaty chcąc zaimponować partnerce i pokazać się z jak najlepszej strony, nadyma duży czerwony lekko opierzony worek pod gardłem.

Wyspy Galapagos słyną z niepowtarzalnej flory i fauny charakterystycznej dla tego rejonu świata, przeczytać o tym, a doświadczyć i zobaczyć na własne oczy to dopiero niewiarygodne przeżycie.

Następnego dnia przed świtem dopływamy na Wyspę Darwina, która swą nazwę zawdzięcza słynnemu badaczowi i przyrodnikowi Karolowi Darwinowi. Jest najdalej wysuniętą na północ wyspą archipelagu. W rzeczywistości to szczyt podmorskiego wulkanu. Surowy klimat panujący na wyspie sprawia, że jest bezludna. Jedynymi mieszkańcami, których możemy podziwiać z łodzi są ptaki oraz lwy morskie odpoczywające na skałach. Widać, że klimat im służy i zadomowiły się tu na stałe. Wyspa choć niedostępna dla ludzi jest prawdziwym rajem dla nurków. Najlepsze nurkowania odbywają się na południowy wschód od brzegów wyspy w okolicy charakterystycznego Łuku Darwina. To tu przypływają największe ławice rekinów młotów, manty, orlenie, mola mola oraz rekiny wielorybie. Najczęściej pod wodą widzimy olbrzymie samice tego gatunku, które przypływają w to miejsce, aby urodzić młode. Tydzień przed naszą wyprawę na Galapagos przyleciała grupa francuskich badaczy, która chciała zbadać wody okalające wyspę Wolf i Darwina. Jeszcze nikomu do tej pory nie udało się ustalić, gdzie tak naprawdę rekiny wielorybie przychodzą na świat i gdzie później odpływają. Ekspedycja się odbyła, ale nie rozwiązała zagadki skrywanej od tysięcy lat. Niewiele by brakowało, a wyprawa skończyłaby się tragicznie. Zodiak z jednym z badaczy niebezpiecznie zbliżył się do skał okalających Łuk Darwina. Prąd w tym miejscu okazał się zbyt silny, a fale zbyt wysokie i łódź co chwila wpadała na skały. Sytuacja skończyła się na połamanych żebrach i wybitych zębach. Piękne nadal jest to w naszym świecie, że chociaż tak dużo wiemy o naszej planecie, to jest jeszcze tyle do odkrycia.

Nurkowanie przy Łuku Darwina to prawdziwe wyzwanie, prądy są bardzo silne i tak jak w przypadku wyspy Wolf, tu również zanurzamy się szybko i wskakujemy do wody z ujemną pływalnością. Czasami bywa tak ciężko, że musimy wspinać się po skałach, a bąble wydychanego powietrza, zamiast do góry lecą w bok. Mam wrażenie, że silny prąd zaraz zerwie mi maskę z twarzy, i wyrwie kamerę z dłoni. Nie ma to jednak znaczenia, ponieważ to co odkrywa przed nami Ocean Spokojny jest warte każdego wysiłku. Setki rekinów młotów otaczają nas z każdej strony, od czasu do czasu odrywamy się od skał i wpływamy w toń, aby z bliska podziwiać rekiny wielorybie, które swoją wielkością dorównują autobusom. Niezliczone ławice ryb krążą nad naszymi głowami, a pod nami przepływają żarłacze galapagoskie. Niewzruszony żółw odrywa kawałki rafy i miażdży je w pysku, spokojnie połykając swój posiłek. Przy wynurzaniu napotykamy się na grupę delfinów, która znika tak szybko, jak szybko się pojawiła. Pozytywnie zmęczeni wracamy na łódź z małą przerwą na sesję zdjęciową przy Łuku Darwina.

Nasz rejs po wodach Oceanu Spokojnego trwał siedem dni, z czego cztery, spędziliśmy nurkując przy wyspie Wolfa i Darwina. Przedostatniego dnia odwiedziliśmy wyspę Santa Cruz, którą zamieszkują jedne z największych żółwi na świecie – żółwie słoniowe. Te piękne olbrzymy żywią się głównie roślinami, owocami i kaktusami. Największy znaleziony przedstawiciel tego gatunku ważył 400 kg, a jego długość wynosiła 1,87 metra. Przez wieki żółwie stanowiły łatwy łup dla żeglarzy, wielorybników i piratów morskich, którzy przemierzali wody Oceanu Spokojnego. Najczęściej chwytano samice, które składały jaja w piasku niedaleko wybrzeża. Dlatego to one najrzadziej występują w naturze. Rząd Ekwadoru robi co morze, aby uchronić dziedzictwo narodowe przed zniszczeniem, dlatego stworzono liczne rezerwaty i fundacje działające na rzecz ochrony fauny i flory w tym rejonie świata.

 

By |2019-02-06T10:10:05+00:00Luty 3rd, 2019|Ecuador|0 komentarzy

Autor:

Zostaw komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.