Egipt, słońce, plaża i najpiękniejsza rafa na świecie….

Egipt, słońce, plaża i najpiękniejsza rafa na świecie….

 

Egipt, chyba nie znam osoby, która nie była na wakacjach w Egipcie lub nie marzyła, aby tam polecieć. Jeszcze siedem lat temu był to jeden z najbardziej popularnych kierunków wakacyjnych wybieranych przez Polaków. Ja również niejednokrotnie skorzystałam z oferty biura podróży i poleciałam na wakacje do Egiptu. Miałam tam wszystko czego potrzebowałam, słońce, pyszne jedzenie, i to co kocham najbardziej na świecie morze. Jakie jest dzisiaj Marsa Alam?
Podróż do Egiptu była dla mnie jak podróż do przeszłości. Kiedy pracowałam w korporacji bardzo często „uciekałam” nad Morze Czerwone, aby odpocząć. To był jeden z tańszych kierunków, który oferował tak wiele za tak stosunkowo niewiele.
Hotel w którym się zatrzymaliśmy miał prawie stu procentowe obłożenie i głównie mieszkali w nim Polacy. Co nas bardzo zaskoczyło ponieważ większość hoteli w tym rejonie została zamknięta, a te, które jeszcze funkcjonowały działały w niewielkim stopniu. Poza hotelem, który jest jak oaza na pustyni nie ma dosłownie nic, wszędzie piasek i  niczym niezakłócona przestrzeń. Hotele oddalone są od siebie o kilkanaście kilometrów. Nie ma sklepów, nie licząc tych w hotelu gdzie można kupić pamiątki lub naturalne oleje do ciała. Turyści, którzy decydują się na wypoczynek w tym rejonie świata, mogą jedynie odpoczywać w hotelu gdzie cykl dnia wyznaczają posiłki w opcji all Inclusive oraz kapać się w morzu, basenie lub relaksować się na plaży. My wybraliśmy Egipt ze względu na nieprawdopodobne bogactwo podwodnego świata, które oferuje Morze Czerwone. Mam wrażenie, że panujący w Egipcie kryzys i brak turystów miał ogromny wpływ na odbudowę raf w tym rejonie. Każdego dnia po śniadaniu jechaliśmy na nurkowania w inne miejsce. Wystarczyło zatrzymać się nad brzegiem morza, założyć sprzęt i wejść do wody, aby zachwycić się podwodnym światem. Powiem więcej kilka nurkowań wykonaliśmy z plaży naszego hotelu gdzie każdego dnia przypływały ogromne żółwie, aby posilić się młodą trawą morską.
Nie tylko żółwie zaskoczyły mnie tak blisko plaży, ale pewien mężczyzna o imieniu Mustafa, który pracował w maleńkiej “boho” kawiarni. Każdego dnia oglądałam to miejsce z daleka, kolorowe dywany i poduszki zamiast krzeseł, wełniane frędzle zamiast drzwi, przeróżne obrazki wypalane w drewnie i coś na kształt pergoli nad brzegiem morza. Któregoś dnia usiedliśmy na wygodnych poduchach, a Mustafa zaprosił nas na miętową herbatę, kawę i zagrał piękną melodię na własnoręcznie zrobionym instrumencie. Kiedy przestał grać opowiedział nam o swoim dawnym życiu o karawanach, które szły przez pustynie, rodzinie i tęsknocie za tym co już bezpowrotnie minęło. Pomimo znacznej ilości turystów na plaży w tej małej oazie Mustafy, czuliśmy się jakbyśmy byli tam zupełnie sami. Morze szumiało tylko dla nas, słońce świeciło tylko dla nas, a Mustafa był naszym czarodziejem, który zaklinał rzeczywistość.

By |2018-06-22T07:28:17+00:00Czerwiec 21st, 2018|Egipt|0 komentarzy

Autor:

Zostaw komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.