Dwa oblicza Sulawesi

Dwa oblicza Sulawesi

Minęło osiem lat od naszej pierwszej podróży do Indonezji. Kiedy tu jestem moje zmysły, są stale wyostrzone. Czuje z tym miejscem szczególną
więź, którą nie sposób wyrazić słowami i jak pisał nagrodzony nagrodą Nobla Rabidranath Tagore: „Cieszmy się, że jesteśmy na tym świecie. Jesteśmy z nim związani niezliczonymi nićmi, które rozciągają się od ziemi do gwizd”.

Samolot lini lotniczych Lion Air powoli zniża się do lądowania. Świat z lotu ptaka pozwala nam na wszystko spojrzeć z innej perspektywy. Ocean zazwyczaj lekko wzburzony, wydaje się być nieruchomy jak powierzchnia lustra w której odbija się szmaragdowe niebo. Niewielkie wzniesienia porośnięte lasami palmowymi, wystające wulkany, tworzą niezwykle piękny krajobraz.

Po chwili koła beinga 737 uderzają z ogromną siłą o płytę Międzynarodowego Portu lotniczego Sam Ratulangi w Manado. Jeszcze przez chwilę silniki maszyny pracują na najwyższych obrotach, pilot włączył odwracacz ciągu, aby zatrzymać samolot na pasie startowym. Lotnisko jest małe, podobne do tych, które widziałam już wcześniej na Malediwach, Palau czy w Nepalu. Odbieramy bagaże i kierujemy się do wyjścia. Na zewnątrz czeka kierowca, który zawiezie nas do hotelu
oddalonego dwie godziny drogi od lotniska.

Pieniste fale obmywają brzeg wybrzeża, przy którym stoi nasz hotel i centrum nurkowe. Piasek na plaży jest czarny, powulkaniczny, zupełnie inny niż ten do którego przywykliśmy podróżując po Indonezji. Niewielki, drewniany pomost nieznacznie wdziera się w morze Moluckie, tworząc przystań dla trzech nurkowych łodzi. Przyhotelowy ogród obsadzony został krzewami bugenwilli we wszystkich odcieniach amarantu. Miejsce emanuje spokojem, to uczucie potęguje soczysta zieleń, która okala hotel i wioskę w której jest usytuowany. Dwie strzeliste wierze kościoła katolickiego górują nad niewielką, lokalną społecznością. Mieszkańcy wioski mieszkają w jednopiętrowych, skromnych domach we wszystkich odcieniach tęczy. Szczególnie upodobali sobie kolor pistacjowy, różowy i niebieski. Obok kościoła znajduje się szkoła podstawowa, której ogrodzenie ozdobiono wizerunkami licznych stworzeń morskich, które występują w cieśninie Lembeh. Kolorowe rysunki bardziej przypominają bajkowe stwory niż żywe istoty. Mieszkańcy uśmiechają się do nas życzliwie, a dzieci pytają łamaną angielszczyzną skąd jeśmy i jak mamy na imię. Przy głównej asfaltowej drodze znajdują się dwa sklepy spożywcze w których asortyment jest bardzo skromy. Główne produkty leżące na półkach to słodycze zapakowane w plastikową folię, którą później widujemy w morzach i oceanach.

Nieśpiesznie jemy śniadanie i delektujemy się pyszną poranną kawą, która w przyjemny sposób wprowadza nas w nowy dzień. Dzisiaj szef kuchni poleca Nasi Goreng, czyli ryż smażony z warzywami, bardzo często wzbogacony o kurczaka lub owoce morza. To tradycyjna indonezyjska potrawa, którą mieszkańcy mogą jeść trzy razy dziennie.

Po śniadaniu wypływamy na pierwsze nurkowanie.  Wsiadamy do łodzi z pomostu, jest bardzo komfortowa i przestronna, z prysznicem i toaletą na pokładzie. Nasz sprzęt do nurkowania został starannie sklarowany, a wszystkie jego elementy podpisane. Nawet kubek do picia i ręczniki zostały spersonalizowane. Wspaniały serwis jak na tak małe centrum nurkowe. Wyznaczono też specjalną przestrzeń dla fotografów gdzie w bezpieczny sposób mogą odłożyć sprzęt.
Pierwsze miejsce nurkowe oddalone jest zaledwie pięć minut drogi od naszego hotelu. Zatrzymujemy się niedaleko wioski rybackiej, gdzie zacumowanych jest kilka maleńkich drewnianych łodzi.

Woda w Cieśninie Lembeh wydaje się być szara, a to za sprawą piaszczystego, ciemnego dna, które w sposób szczególny upodobały sobie niewiarygodne małe stworzenia. Właśnie dla nich nurkowie przemierzają cały świat.

Zanurzamy się powoli, ostre słońce przenika taflę wody, tworząc długie smugi światła, które dotykają piaszczystego dna. Temperatura wody przekracza przyjemne 28C. Płyniemy za przewodnikiem tuż nad dnem ostrożnie odpychając się płetwami tak, aby nie zmącić dna. Pojedyncze ukwiały wyrastają z niego niczym oazy na pustyni. Krajobraz iście księżycowy, pustka jak okiem sięgnąć. Nie ma prądów morskich, a widoczność przekracza 15 m. Po chwili słyszymy metaliczny dźwięk, to nasz dive master stuka metalowym stick-iem o butlę, w ten sposób informuje nas , że znalazł pierwszy okaz. Wystarczy wyostrzyć wzrok i zacząć patrzeć uważnie, obserwować, a to co ukryte ukaże się nam w pełnej krasie. Trudno opisać słowami, ale po chwili zaczęły dziać się cuda: piasek dotąd ciemny i nijaki odsłonił swoje skarby, dno cieśniny ożyło. Dwie kolorowe ośmiornice walczące ze sobą o plastykową butelkę. Jak wszędzie na świecie również i tu na dnie cieśniny Lembeh jest sporo śmieci… Morskie stworzenia zaadaptowały je i stworzyły sobie prowizoryczne schronienia. Tu nic się nie marnuje. Ośmiornica w butelce, a zamiast zakrętki muszelka. Schować się tak, aby nie zostać zjedzonym. Zwierzęta morskie na drodze ewolucji wykształciły niesamowite metody kamuflażu i wabienia ofiary. Leaf scorpion fish upodobnił się do liścia, w chwili zagrożenia kładzie się bezwładnie na piasku i udaje, że go nie ma. Hairy frog fish przypomina ukwiał i nęci ofiarę swoistą „wędką z przynętą”, która wyrasta z jego głowy. Macha nią jak oszalały, aby zwrócić na siebie uwagę potencjalnej ofiary. Każdy z okazów gra główną rolę w tym teatrze i chociaż patrzę na wszystko, co mnie otacza to kiedy na scenie pojawia się frog fish, ośmiornica, mątwa czy krab, reszta scenerii staje się tylko tłem. Wpatruje się w te maleńkie istoty, zupełnie jakby padało na nie światło reflektora, podczas gdy pozostała część sceny: drobne ukwiały, małe rybki pogrążają się w ciemności i wydają być szare i rozmyte. Czuję ogromną radość, euforię tę samą, którą odczuwałam na początku kiedy uczyłam się nurkować, a wszystko dookoła było nowe jakby nie z tego świata.

Odkąd pamietam zawsze fascynowały mnie filmy przygodowe i dokumentalne, poświęcone w dużej mierze poszukiwaniu skarbów. Pochłaniałam je pasjami,
a niektóre z nich oglądam po kilka razy. Nurkując w Cieśninie Lembeh czuje się jak poszukiwacz skarbów, odkrywca stworzeń z innej planety.

Nie tylko nurkowania w Cieśninie Lembech zasługują na uwagę, ale również Park Narodowy Tangkoko, położony u podnóża góry Dua Saudara w prowincji Bitung. Został stworzony po to, aby zapobiec wyginięciu zwierząt, które występują w tym rejonie świata. Do rezerwatu docieramy przed godziną dziewiątą. To idealna pora, aby spotkać ptaki i inne ssaki, które są najbardziej aktywne rano. Dwa gangi czarnych makaków Rambo I i Rambo II w liczbie ponad 200 sztuk, odpoczywa pomiędzy drzewami oddając się zabiegom pielęgnacyjnym. Małpy są piękne, dorodne i tak bardzo czarne, że  trudno dostrzec ich oczy i pyszczki, które zlewają się w jedną całość.Podchodzimy powoli tak, aby ich nie spłoszyć. Obserwujemy się nawzajem, jesteśmy siebie ciekawi. Podchodzi do mnie średniej wielkości makak, samiec z pięknym irokezem na głowie, nie ma stopy, może stracił ją podczas walki z jakimś zwierzęciem, albo człowiekiem……

Każde stworzenie tak samo jak człowiek ma swoją historię, która się tworzy każdego dnia. Delikatnie dotyka mojej łydki, natychmiast nieruchomieje. Widzi tą scenę nasz przewodnik i mówi: „Nie bój się, makak chce ciebie poznać, sprawdza twój zapach”. Zanim przyjechaliśmy do dżungli zużyłam pół tubki preparatu na komary, smarowałam dokładnie miejsce przy miejscu. Mój zapach może ją tylko odstraszyć – pomyślałam. I tak się stało, komary krążyły nad nami nieustraszone, makak uciekł w głąb dżungli jak poparzony, a wraz z nim reszta stada. Jeszcze przez chwile przemierzaliśmy wspólnie deszczowy las, obserwując siebie wzajemnie. Pot spływa nam po kręgosłupie długimi stróżkami, wilgotność powietrza przekracza 80%, w takich warunkach bardzo szybko można się odwodnić. Pijemy wodę z bidonu bardzo powili, małymi łykami, to najlepszy sposób nawadniania organizmu.

Zatrzymujemy się pomiędzy dużymi, drzewami tekowymi: „Patrzcie w górę- mówi nasz przewodnik- to kuskusy, misie z rodziny torbaczy, gatunek
endemiczny zagrożony wyginięciem. Misie łączą się w pary na całe życie i mieszkają wysoko na drzewach, nie schodzą na ziemię, boja się człowieka”. Trudno je dostrzec w koronach drzew i trudno się im dziwić. Kiedyś z braku pożywienia strzelano do nich. Dzisiaj też się do nich strzela, ale z innego powodu, po to, aby przygotować posiłek dla turystów i zaspokoić ich ciekawość kulinarną. To samo dotyczy małp, jaszczurek i ptaków.
Nie rozumiem, jak można zabijać zwierzęta dla rozrywki czy fanaberii. W hotelach w Manado i okolicy można kupić wycieczkę do wioski w górach,
gdzie są serwowane potrawy z dzikich zwierząt. Im bardziej zagłębiamy się w las, tym więcej zwierząt napotykamy na swojej drodze: ptaki, terasiery (najmniejsza naczelna), jaszczurki z czerwonymi kołnierzami, węże i wiele innych stworzeń. Dżungla daje schronienie niezliczonej ilości dzikich zwierząt. Jest rezerwatem
stworzonym po to, aby istoty, które tu mieszkają mogły żyć bez strachu, że człowiek pozbawi je życia.

Po kilku dniach spędzonych u wybrzeży Cieśniny Lembeh popłynęliśmy do Morskiego Parku Narodowego Bunaken. Został założony w 1991 roku i w jego skład wchodzą zarówno tereny morskie jak i lądowe. Nurkowania w Parku Narodowym Bunaken bardzo różnią się od tych w Cieśninie Lembeh. Zazwyczaj nurkujemy przy stromo opadających ścianach porośniętych koralowcami i pięknymi gorgoniami. Widoczność przekracza 30 m i tak jest przez cały rok. Rafa koralowa przypomina tę, którą widziałam na Raja Ampat, jest bardzo dobrze zachowana. Podczas jednego nurkowania spotykamy ogromne żółwie odpoczywające na półkach skalnych, albo pływające tuż przy powierzchni wody, rekiny white tip, black tip i silver tip. Podczas naszej wizyty w Parku Narodowym Bunaken, odwiedziliśmy również lokalną wioskę gdzie mieszkańcy wiodą spokojne, skromne życie… dbają o rodzinne i sąsiedzkie relacje, spotykają się, rozmawiają i celebrują
wspólny czas. Doświadczają chwil, które w Europie należą już do rzadkości….

By |2020-03-27T15:19:57+00:00Marzec 27th, 2020|Bez kategorii|0 komentarzy

Autor:

Zostaw komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.